Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
41 postów 1687 komentarzy

mikstury bezmetki

1abezmetki - Wybrane, trudniej dostępne teksty, własne tłumaczenia i "widzimisie". Wyrażam i popieram tradycyjne poglądy lewicowe. Nie po drodze mi zarówno z liberałami jak i z "nową lewicą" ("gender", wojującym feminizmem i propagandą dewiacji),

Anatomia Rusofobii

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Kontynuujiąc wątek rusofobii, podjęty przez p.Bogusława Jeznacha, przytaczam artykuł-recenzję Jana Engelgarda, na temat książki W. Modzelewskiego, "Polska-Rosja. Co dalej?", opublikowany w najnowszym wydaniu tygodnika "Myśl Polska"

Anatomia rusofobii

Prof. Witold Modzelewski znany jest jako ekonomista, specjalista w dziedzinie podatków, częsty gość telewizyjnych debat na tematy gospodarcze. Obecnie kieruje Instytutem Studiów Podatkowych Modzelewski i Wspólnicy. Mniej znany jest jako zażarty polemista i publicysta – i to w dziedzinach odległych nieco od jego profesji. Modzelewski jest bowiem jednym z niewielu ludzi ustosunkowanych, który ma odwagę krytycznie oceniać polską politykę wschodnią.

Można się o tym przekonać czytając drugi tom jego politycznych felietonów pt. „Polska-Rosja. Co dalej?”. We wstępie autor pisze, że pierwszy tom wywołał pewien odzew, ale nie ukazała się ani jedna recenzja, a książka była przemilczana w czołowych mediach. To normalne zjawisko w III RP – ludzie mądrzy, mający coś do powiedzenia na tematy najbardziej palące, nie mają dostępu do opinii publicznej, mówiąc wprost – takich ludzi się w obecnej Polsce izoluje. Wystarczy wymienić kilka nazwisk – prof. Bronisław Łagowski, prof. Andrzej Romanowski, prof. Stanisław Bieleń, prof. Andrzej Walicki. Owszem, czasami dopuszcza się ich do głosu, ale jako coś wyjątkowego i dziwacznego. Na co dzień w mediach królują niedouczenie dziennikarze, bezczelni doktrynerzy, kłamcy i nieudacznicy, pseudopolitycy, maniacy i fantaści. Im ktoś jest głupszy, tym ma większe wzięcie mediach. Zwłaszcza kiedy wypowiada się na temat Rosji. To nieszczęście polskiej tzw. demokracji, tak jak zły pieniądz wypiera lepszy, tak głupcy w Polsce wyparli ludzi mądrych.

Modzelewski ma tego świadomość, widzi bowiem bezmiar tej głupoty i prostactwa, ale jest bezsilny. Tyle tylko, że nie stracił ochoty na pisanie felietonów obnażających nasze szaleństwa. I za to chwała mu, że się nie zniechęcił, nie dał za wygraną. Zresztą, wbrew pozorom, takie pisanie w medialnej niszy ma jednak sens, taki głos przebija się bowiem coraz bardziej do świadomości polskiej opinii publicznej. Szczególnie w ciągu ostatniego roku, kiedy naturalną reakcją społeczną na wyjątkowo prostacki spektakl propagandy w wydaniu mediów w Polsce – była fala komentarzy w internecie kwestionująca główne jego tezy i wyśmiewająca największe absurdy prymitywnej rusofobii.

Fałszywa tradycja

Modzelewski wychodzi od próby ustalenia przyczyn polskiej rusofobii. Widzi ją w naszej „polityce historycznej”. Pisze: „Naszym nieszczęściem jest to, że dzisiejszy czas chcemy zrozumieć za pomocą sanacyjnych schematów, oszukując się jednocześnie, że zależność od „wielkich Niemiec" równoważymy (jakoby) naszym „strategicznym sojuszem z USA”, a NATO obroni nas przed wyimaginowanym zagrożeniem ze strony Rosji, która gdzieś mocno ukrywa swoje plany „rekomunizacji” naszego kraju. Czy jest jeszcze świat ludzi w pełni normalnych?”.

Uważa, że kult Piłsudskiego i utożsamianie go z niepodległością jest szalbierstwem, bo to Roman Dmowski i jego obóz polityczny do niepodległości w 1918 roku doprowadził. Wiąże się z tym – według niego – propagowanie tzw. opcji niemieckiej jako rzekomo najbardziej patriotycznej i realistycznej. Tu wyraźnie polemizuje z kierunkiem publicystyki Piotra Zychowicza. Czytam

„Ważniejsze jest tu coś innego – zasadniczy dysonans, wręcz rażąca sprzeczność w rozumowaniu zwolenników „opcji niemieckiej” jest w istocie ichniego realizmu: gdy trzeba było (ich zdaniem) upokorzyć się przez kompromis z Niemcami w imię „biologicznego przetrwania narodu", to byłoby to również (ich zdaniem) czymś ze wszech miar patriotycznym, podobna postawa w stosunku do Związku Sowieckiego była natomiast wyłącznie ZDRADĄ, za którą należała się tylko kula w czoło. Przecież to jakiś nonsens: istotą Realpolitik jest dogadanie się z KAŻDYM, zwłaszcza z tym, który ma nam więcej do zaoferowania. Tu przecież nie było wątpliwości: Niemcy widzieli w nas wyłącznie podludzi, którym można było co najwyżej pozwolić harować niewolniczo dla ich dobra, a bolszewicy jednak mieli wówczas o wiele więcej do zaoferowania, wystarczy porównać czasy Polski Ludowej i Generalnego Gubernatorstwa”.

Niepodległość tylko od Rosji

Ściśle jest z tym związane błędne postrzeganie kwestii suwerenności i niepodległości Polski. Okazuje się, że zależność od Zachodu nazywana jest u nas „niepodległością”, a walka o niepodległość ma się toczyć wyłącznie z Rosją, która nie ma Polsce żadnych wpływów i aktywów. Być może chodzi tu o socjotechniczny zabieg – straszak rosyjski ma służyć jako uzasadnienie całkowitego podporządkowania Polski Zachodowi, UE, Niemcom i koncernom. Pisze o tym mechanizmie uzależnienia bez ogródek:

„Można więc zaryzykować tezę, że istotną cechą państwa „demokratycznego”, „prozachodniego” i „liberalnego” jest podporządkowanie jego polityki interesom międzynarodowych banków i koncernów, tworzenie dla nich prawa, ochrona ich pieniędzy, nawet gdy zarobione zostały niezbyt legalnie. Nie chcę udawać naiwnego pięknoducha: jak świat światem rządzący podporządkowywali swoje działania bogatym, a nie biednym; wręcz przysłowiem stało się stwierdzenie, że to, co dobre dla koncernu Forda, jest dobre dla Ameryki. I może tak było, gdy koncern ten za zarobione pieniądze budował fabryki w tym kraju, dawał ludziom pracę i płacił tam podatki. Ale czy interesem Polski i Polaków jest to, aby rząd działał w interesie banków i koncernów, które transferują zyski za granicę, a nasz kraj traktują co najwyżej jako rynek zbytu dla swoich produktów? Bo przecież nie ma żadnych „międzynarodowych” banków czy koncernów – to słowo wytrych, tak jak nazwanie oszustw podatkowych „kreatywną księgowością”. Są to firmy, których interesy związane są z konkretnymi państwami, mają ich ochronę i poparcie swoich rządów. Zresztą trudno się dziwić, bo właśnie do tych państw transferowane są zyski z takich państw jak Polska. Ale jakby to brzmiało, że rząd działa w interesie „banku brytyjskiego” czy „niemieckiego”? Lepiej mówić o „międzynarodowym rynku instytucji finansowych”, co brzmi wręcz nobilitująco, podobnie jak opinia „społeczności międzynarodowej”.
I konkluduje: „Dlaczego rządy „reżimu Putinowskiego” są „niedemokratyczne”, „antyzachodnie” i „nieliberalne”? Odpowiedź jest dość prosta: bo wspierają swoich, oczywiście bardzo złych oligarchów, a nie „międzynarodowe koncerny i instytucje finansowe”. Czarny „piar” jaki szerzą od lat media za główny cel wybrały sobie prezydenta Rosji: „Jest on w oficjalnej propagandzie naszego kraju typowym szwarccharakterem. Jego jednoznacznie negatywny wizerunek uzasadniany jest głównie przeszłością zawodową (były podpułkownik KGB) oraz jego wypowiedzią, że „rozpad ZSRR był największą tragedią zeszłego wieku”. Te fakty uzasadniają wszystkie karcące zarzuty, takie jak „chęć odtworzenia imperium sowieckiego”, czy też „agresywne zachowanie wobec sąsiadów”, a zwłaszcza (najcięższe działo) kwestionowanie „istniejących granic” oraz „amerykańskiego przywództwa w świecie”. Niechęć i krytyka wobec prezydenta Rosji łączy wszystkie istotne siły polityczne, które tu mówią jednym głosem. Jest to język wrogi, pogardliwy („reżim Putinowski") i bezrefleksyjny”.

Autora zadziwia jednostronność i jednolitość takich opinii. Pewne oceny uznaje się u nas za „oczywistą oczywistość”, choć wiadomo, że oczywiste wcale nie są. Jak bowiem uznać za prawdziwe bębnienie codziennie o „agresywnej polityce Rosji”, skoro każde dziecko na świecie wie, że agresywną politykę w skali globu prowadzą Stany Zjednoczone, a Rosja próbuje jedynie temu przeciwdziałać. To zresztą jest główną przyczyną jej kłopotów i wrogości ze strony USA. U nas usłużenie wykonuje się amerykańskie zapotrzebowanie na plucie na Rosję. Czytamy:

„Nie bardzo wiem, skąd się bierze nasza zgodna wrogość, nie wiadomo również, do czego ma doprowadzić, bo przecież nie mamy jakiejkolwiek długoterminowej polityki wobec Rosji. Jej codzienną istotą jest agresywne ujadanie, za które dostajemy kolejne kopniaki i tracimy ostatnie rynki tego kraju. W każdym sensie, nie tylko ekonomicznym, zupełnie się nam to nie opłaca. Ale czy któryś rząd w ciągu ostatniego dwudziestopięciolecia kierował się interesem ekonomicznym naszego kraju? Odpowiedź znamy”. W tym miejscu autor próbuje zdiagnozować to zjawisko:

„Wiem, niepotrzebnie szydzę z naszej głupoty, bo przecież dobrze wiemy, że to nic nie da: ONI są odporni na jakąkolwiek krytykę. Od lat staram się poznać prawdziwe poglądy polityków i powiązanych z nimi ekspertów co do przyszłości stosunków polsko-rosyjskich. To bardzo dziwny zbiór fobii, uprzedzeń i strachów. Dominują tzw. optymiści, którzy są przekonani, że Rosja wymrze z przyczyn demograficznych, a jako państwo nie przetrwa nawet dziesięciu lat, rozpadnie się na małe, walczące państewka, które wojując, dopełnią dzieła zniszczenia. W tych poglądach jest wiele rasizmu („homo sovieticus”, „tępe kacapy”, „azjaci”) i myślenia życzeniowego: dla optymistów nawet sukcesy Rosji są dowodem jej słabości. Drugą grupę stanowią tzw. realiści, którzy jednak łaskawie dają szansę przetrwania Rosji, pod warunkiem że się skurczy („musi być mniejsza”), da się osłabić i rzucić na kolana, a wtedy my, ze swoich wyżyn, „podamy jej rękę”.

Poraża prymitywizm takiego politykowania i takiego myślenia: „Treścią naszej polityki wschodniej jest nieprzejednana wrogość wobec Rosji i bezwarunkowe poparcie dla każdego z jej wszystkich możliwych nieprzyjaciół w tym regionie. Tu jesteśmy w stanie ponieść wszelkie koszty, stracić rynki zbytu, przepłacać za niezbędne dostawy – byleby tylko „dopiec Putinowi”. Wiedza klasy politycznej na temat Rosji ogranicza się do kilku sowietologicznych schematów, a tak naprawdę to bredni amerykańskich „kremlologów”, nieznających nawet rosyjskiego. Ich rozumowanie jest mniej więcej takie: prezydent Putin jest marionetką w rękach oligarchów, pod wpływem sankcji nakładanych przez „wolny świat” zostanie usunięty lub zabity, a niezadowolone społeczeństwo rosyjskie, niemogące już kupić hamburgerów w McDonaldzie, wybierze „prozachodniego prezydenta”.

Bezalternatywność polityki

Modzelewski zastanawia się do czego zmierza polska polityka wschodnia. Przecież w tej grze, jaka się toczy na Wschodzie, nic nie jest przesądzone. Większość państw zachodnich, zmuszona przez USA do antyrosyjskiej retoryki, utrzymuje bardziej czy mniej bliskie kontakty z Moskwą, byle tylko nie zrywać z nią kontaktów na przyszłość. My robimy coś zupełnie odwrotnego – zachowujemy się tak, jakby przyszłość Ukrainy była na wieki przesądzona. Tymczasem – według autora – są do przewidzenia dwa scenariusze. Wedle pierwszego „umocnią się „prozachodnie” rządy w Kijowie, a państwo to ma realnie zostać przyjęte do Unii Europejskiej, a potem do NATO (w całości?); nastąpi szybka „modernizacja” gospodarki ukraińskiej, co oznacza, że przemysł zostanie w większości zlikwidowany przez międzynarodowe koncerny, kopalnie zostaną w większości zniszczone lub porzucone, a kraj ten – podobnie jak Polska – stanie się rynkiem zbytu dla towarów z państw Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych. Do Starej Europy wyjedzie z Ukrainy kilka milionów młodych ludzi, którzy tam mają tworzyć – podobnie jako polska emigracja – przeciwwagę dla zrewolucjonizowanej mniejszości islamskiej. Czyli powtórzy się litewski, estoński, łotewski i rumuński (bo już nie czeski) scenariusz „integracji z Zachodem”.

Ale jest i inna możliwość, „niepoprawna politycznie”: „Rząd kijowski zmieni kierunek polityki, dogada się z Moskwą, czyli wróci do tradycyjnej prorosyjskiej polityki, i zostawi być może część pomników Bandery jako „dowód kompromisu historycznego”. Oczywiście do żadnej Unii czy NATO nikt nie będzie wchodzić. Zresztą czy upadająca strefa euro jest dla kogokolwiek czymś atrakcyjnym? Mocny dolar wynikający z niskiej ceny ropy i gazu jest nawet bardziej zabójczy dla Brukseli niż dla Moskwy. Wielka Brytania, która ma zasoby ropy w wysokości trzech bilionów baryłek, wystąpi z Unii i pójdzie już swoją drogą, ale o tym w innym miejscu. My pozostaniemy jako nikomu niepotrzebny orędownik ukraińskich nacjonalistów, który – jak zawsze – postawił na złego konia”.

Wojny nie będzie

Autor wyśmiewa niemiłosiernie wojenny aspekt antyrosyjskiej propagandy w Polsce. Odnosząc się do tekstów Andrzeja Talagi w „Rzeczypospolitej” polemizuje z nim, choć uznaje, że to publicysta, z którym na poważnie polemizować raczej nie wypada. Ale ponieważ autor tych bredni porusza kwestie bulwersujące Polaków, Modzelewski postanawia odnieść się do nich:

„Wszystkie postawione przez Autora w powyższym tekście stwierdzenia są błędne. Zwłaszcza pierwsze: wojny z Rosją „nie przegralibyśmy”, bo takiej wojny nie będzie. Nie trzeba być nawet specjalistą w tej dziedzinie, aby ewentualną wojnę naszego kraju z Rosją traktować jako coś obiektywnie możliwego w czasie najbliższych dziesięcioleci. Ani Rosja, ani tym bardziej Polska nie wypowie tej wojny; ani Rosja, ani Polska nie ma jakichkolwiek wzajemnych roszczeń o charakterze terytorialnym, a nasz kraj nie ma zobowiązań prawno-międzynarodowych wobec państw, które mogą być potencjalnie w stanie wojny z Rosją (…) Nawet gdyby jakiś warszawski wariat faktycznie zaczął działania wojenne przeciwko komukolwiek, w tym zwłaszcza przeciwko Rosji na terenie Ukrainy, to do czasu zamknięcia go w zakładzie psychiatrycznym nie bylibyśmy „w stanie wojny”, bo to stan prawny, a nie faktyczny. Nikt poza najemnikami nie będzie chciał dobrowolnie umierać w interesie Pana Jaceniuka ani tym bardziej Pani Tymoszenko (czy są oni lepsi od Janukowycza?), więc Polska, a zwłaszcza Polacy, na tę wojnę nie pójdą. Postawa wobec jakiejkolwiek wojny jest u nas wroga, szczególnie w młodym pokoleniu, a naszą militarystyczną retorykę uznaje się najczęściej za bredzenie idiotów.

Równie nieprawdziwe jest obrazowe stwierdzenie, że „nasze muskuły to muskuły Ameryki”. Nieprawda, bo nikt zza Oceanu nie chce i nie będzie prężyć ich naszym interesie. Wręcz odwrotnie: to „nasze muskuły”, w sensie dosłownym, są wykorzystywane w interesie Ameryki. Gdzie? Już o naszej w sumie haniebnej roli w Iraku czy Afganistanie zapomnieliśmy? W czyim interesie ginęli tam Polacy?

(…) Nieprawdziwa też jest teza, że państwa wschodniej flanki NATO muszą wytrwać w wojnie z Rosją „przynajmniej kilka tygodni, może miesięcy”. Znów nie trzeba być zbyt dociekliwym analitykiem, by zanegować ten pogląd: aby prowadzić wojnę, trzeba mieć paliwo, amunicję, zapasy żywności i chętnych do walki żołnierzy. Paliwo nam dostarcza Rosja, z którą mamy prowadzić wojnę, amunicji już nie produkuje zniszczony (przepraszam: zrestrukturyzowany) przez plan Balcerowicza i późniejszych szkodników przemysł zbrojeniowy, nasze wojsko”.

Autor zwraca uwagę na to, że Polsce wyznacza się rolę ujadającego psa i wtedy się go chwali. Gorzej, jeśli byśmy zdecydowali się na samodzielną rolę i własną, zgodną z naszymi interesami politykę wobec Rosji. Tak było już za Bismarcka: „Niemcy o Polakach niewiele wiedzą i nie chcą wiedzieć więcej. Dla nich to taki mały, niezbyt rozgarnięty sąsiad, który jest rezerwuarem taniej siły roboczej i rynkiem zbytu dla niemieckiego przemysłu. Co o nich powiedział Bismarck? Że są poetami w polityce i politykami w poezji. Chwaleni są wtedy, gdy ujadają na Rosję, prężą wątłe mięśnie i są śmieszni w swojej nadętej mocarstwowości. Wówczas zasługujemy na pochwały (zresztą bardzo ostrożne) ze strony Berlina. Groźni jesteśmy, gdy umiemy sami dogadać się z Rosją. Wtedy lecą na nasze głowy gromy „o braku suwerenności” i „utracie niepodległości”, bo zależność od Berlina jest właśnie dowodem naszej niepodległości. A my te bzdury nawet wpisaliśmy do podręczników historii”.

Putin i antyrosyjski rasizm

Na koniec dwie ważne kwestie – traktowanie przez media w Polsce prezydenta Rosji i antyrosyjski rasizm. Autor uważa, że Władimir Putin to jeden z najbardziej fascynujących polityków obecnej doby, trzeba nawet mówić o fenomenie Putina. Można się z nim nie zgadzać, ale trudno nie doceniać jego determinacji i odwagi. A co opisze się u nas?:

„W publicystyczno-politycznej narracji naszego kraju głowę państwa rosyjskiego określa się najczęściej per „Putin”: mniejszość wymienia również imię głowy tego państwa, a już prawie nikt nie wspomina o pełnionej funkcji. Jest to język oficjalnej niechęci (wrogości?) do wszystkiego, co reprezentuje współczesna Rosja, utożsamiana w dodatku raczej karkołomnie z byłym Związkiem Radzieckim (który ponoć upadł przed ponad dwudziestu laty).
Osoba prezydenta Rosji jednak budzi współcześnie unikatowe wręcz zainteresowanie: powstają na jego temat tysiące publikacji, w tym wiele publicystycznych i pseudonaukowych książek, a od jego nazwiska ukuto już wiele różnych słów z reguły o pejoratywnej konotacji („putinizm”, „Putinowski” itp.). Według naszej oficjalnej doktryny ponosi on same „klęski”, co go cały czas „osłabia”, a stosowane wobec Rosji sankcje doprowadzą do jego „upadku”, choć nieliczni uchodzący za realistów mówią, że „filary władzy prezydenta Putina są bardzo mocne”. Do tych filarów zalicza się – obok aparatu przemocy –m.in. „rosyjski homo sovieticus”. Padają tu nawet tak mało oględne – wręcz obraźliwe – określenia jak: „Rosjanie mają dokładnie wyprane mózgi” oraz że w przypadku Rosjan „możemy mówić o mentalności człowieka sowieckiego.
Nie mogąc sobie poradzić z obiektywną oceną Władimira Putina, polscy publicyści przerzucają winę na „rosyjską dzicz”, która nie jest w stanie mu się przeciwstawić, a nawet go popiera. I tu pojawia się coś co nazwać można bez żadnej wątpliwości antyrosyjskim rasizmem:

„W jednym z uważających się za „poważny” i „opiniotwórczy” tygodników przeczytałem długaśny tekst o naszym (jakoby) polskim stosunku do Rosji i Związku Sowieckiego. Autor wielu książek, człowiek wykształcony i oczytany wyjaśnił, że na wschód od Polski czai się „azjatycka dzicz”, a całość twórczości artystycznej, w tym zwłaszcza literatura stworzona przez ową „dzicz”, jest wynikiem permanentnego pijaństwa lub zamroczenia alkoholowego. Jedynym istotnym atrybutem kulturowym tamtego świata jest jakaś „nahajka”, którą wstrętni władcy okładają swoich równie odrażających poddanych. Na cały ten świat, godny wyłącznie pogardy, musimy patrzeć z góry, bo jesteśmy czymś z istoty „lepszym”.
Pamiętam, że przeczytałem kiedyś coś w tym duchu: był to tekst zamieszczony tuż po I wojnie światowej w „popularnej” prasie dla kucharek i „aryjskich” robotników, publikującej tego rodzaju „komentarze polityczne”, które uzasadniały nasze zwycięstwo nad bolszewizmem w 1920 roku. Tekst ten, zachowany wraz z oryginalną gazetą, sąsiadował z doniesieniami z „życia wyższych sfer”, gdzie głównym wydarzeniem było „tajemnicze zaginięcie pewnej hrabianki”.

To prawda, a językiem pogardy o Rosji i Związku Sowieckiem mówili głównie przedwojenny lumpenproletariat, goebbelsowska propaganda w Generalnym Gubernatorstwie, gdzie bolszewicki „dziki Azjata” miał w dodatku semickie rysy, oraz... część wykształconej już w Polsce Ludowej pseudointeligencji, ale ci ostatni mówili to po cichu i „prywatnie", bo oficjalnie chwalili „ustrój sprawiedliwości społecznej", a nawet byli członkami PARTII RZĄDZĄCEJ.

Skąd bierze się cichy renesans tego rodzaju w sumie dyskredytujących, wręcz rasistowskich poglądów, których anachronizm jest czymś oczywistym? Przecież w tej pseudodoktrynie określenie „Azjata” ma wyłącznie pejoratywny sens, co w zestawieniu z osiągnięciami kulturowymi, cywilizacyjnymi i przemysłowymi państw azjatyckich jest przecież kompletnym absurdem. Prawdopodobnie współczesny autor tych wynurzeń pisze swoje teksty na „azjatyckim" laptopie, korzysta z równie „azjatyckiego” telefonu i jeździ samochodem wyprodukowanym przez owych „Azjatów”, których uważa za „dzicz”.
Może więc nie warto zawracać sobie głowy bredzeniem jakichś rusofobów, którzy w tak nieskomplikowany sposób wyjaśniają zawiłości współczesnego świata? Sądzę, że jednak warto, bo dzięki lekturze tego rodzaju dzieł trochę lepiej zrozumiałem naszych bliźnich, a przede wszystkim pojmuję przyczyny eksplozji nienawiści dominującej w naszych ocenach współczesnej i historycznej Rosji. Otóż ich istotą jest POGARDA mająca w swoim tle ukrywany STRACH. Aby się dowartościować, udowodnić sobie, że jesteśmy lepsi, bo „należymy do Zachodu” i „wolnego świata”, sięgamy po dość „oryginalny” zestaw środków w postaci piętnowania innych, którzy są od nas gorsi, kim moglibyśmy, przynajmniej w słowie, pomiatać”.


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Warto sięgnąć do książki prof. Witolda Modzelewskiego, bo jest u nas bardzo mało pozycji poważnych traktujących o Rosji, a bardzo dużo pseudointelektualnego śmiecia.
Jan Engelgard

W. Modzelewski, "Polska-Rosja. Co dalej?", Warszawa 2015, ss. 246
Myśl Polska, nr 29-30 (19-26.07.2015)
http://mysl-polska.pl/554

KOMENTARZE

  • @
    Bardzo płytka ta anatomia rusofobii. Przecież gdyby nie ekspansja Księstwa Moskiewskiego nie powstała by nasza Rzeczpospolita mająca na celu obronę ziem litewskich przed Moskalami. Niechęć do Rosji jest odczuciem nie wymyślonym lecz realnym i szacuje się na okres od XV wieku. Tak wiec pisać o niej od czasu powstawania II RP i Piłsudskiego
    jest czymś błędnym.
    Rusofobia podchodzi pod stan psychiczny człowieka "zaślepionego", jednak realna niechęć poparta doświadczeniami jest czymś zupełnie różnym.
  • Przede wszystkim
    Modzelewski zapisał się w mojej pamięci jako wtedy wiceminister od podatków, który lansował 10% podatek katastralny!!!

    Z takim podejściem prezentował sie w radio.

    Jeśle teraz ten "autorytet" próbuje coś ideologizawać - to mam go głęboko w d...
    Bo jakoś nie słyszałem, aby odszczekał tamte dyrdymały.

    Ostatnio widzę bardzo wielu oszołomów, którzy próbują dołączyć do opcji narodowej z nacjonalistycznym przegięciem, gdzie cezurą jest uznanie Piłsudskiego za zdrajcę, antypolaka, tchórz (gdy Dmowski wsławiał się bohaterskimi czynami na polu walki) i wszystko co najgorsze.
    Ten tekst (narracja na temat książki) wpisuje się we wspomniany nurt.

    To nie ta droga. Proszę o lepszy materiał na "autoryteta", jak mawia Kiepski.
  • @
    Modzelewski zapisał się w mojej pamięci jako wtedy wiceminister od podatków, który lansował 10% podatek katastralny!!!

    Z takim podejściem prezentował sie w radio.

    Jeśle teraz ten "autorytet" próbuje coś ideologizawać - to mam go głęboko w d...
    Bo jakoś nie słyszałem, aby odszczekał tamte dyrdymały.

    Ostatnio widzę bardzo wielu oszołomów, którzy próbują dołączyć do opcji narodowej z nacjonalistycznym przegięciem, gdzie cezurą jest uznanie Piłsudskiego za zdrajcę, antypolaka, tchórz (gdy Dmowski wsławiał się bohaterskimi czynami na polu walki) i wszystko co najgorsze.
    Ten tekst (narracja na temat książki) wpisuje się we wspomniany nurt.

    To nie ta droga. Proszę o lepszy materiał na "autoryteta", jak mawia Kiepski.
  • @Krzysztof J. Wojtas 07:11:46
    "Większość państw zachodnich, zmuszona przez USA do antyrosyjskiej retoryki, utrzymuje bardziej czy mniej bliskie kontakty z Moskwą, byle tylko nie zrywać z nią kontaktów na przyszłość. My robimy coś zupełnie odwrotnego "
    Trzeba wyjatkowo złej woli, lub głupoty by się z tym twierdzeniem nie
    zgodzić.
    Brzydzenie Modzelewskim poprzez przypominanie jego propozycji podatku katastralnego nijak nie przystaje do zawartości merytorycznej prezentowanego artykułu .
  • Rusofobia - to jeden z największych dramatów Polskiej historii.
    Dobry artykuł i ciekawa, bardzo na czasie książka Prof. W. Modzelewskiego.
    Jeszcze dziś ją kupię i przeczytam.

    Moim zdaniem "rusofobia" to największy dramat Polskiej historii.
    Całkowicie sprzeczny z Polską Racją Stanu.
    Przecież podstawą każdej realnej polityki, każdego państwa jest dobra współpraca z sąsiadami kraju.
    Tylko w takich warunkach kraj może się rozwijać. Inaczej jest wojna, która nie zawsze oczywiście musi mieć charakter zbrojny, szczególnie w naszych współczesnych czasach.

    Jak wiemy historia stosunków Polsko - Rosyjskich na przestrzeni wieków - bardzo różnie się układała. Było wiele wojen, dramatów, aktów zbrodni ale było również wiele wspólnych spraw i interesów.
    Jaki jest sens polityczny wypowiadać wojnę Rosji???
    Jaki jest sens propagować ideologię rusofobii???
    W czyim interesie i kto kształtuje taką właśnie opinię publiczną???

    A co MY jako Polacy, dostaliśmy kiedykolwiek w historii - z "Zachodu"???
    Cóż takiego dobrego, w historii - zrobiły dla NAS Niemcy/Prusy???

    Ja nie jestem ani Rusofilem ani Rusofobem.
    Ja nie jestem Germanofilem ani Germanofobem.
    Ja nie jestem Żydofilem ani Żydofobem.

    JA JESTEM POLAKIEM, który chciałby reprezentować interesy Polskiej Racji Stanu.

    Niestety, niewielu NAS do pieczenia Polskiego Chleba.
    Ci, którzy zostali - powoli wymierają, albo głupieją. Albo obojętnieją.

    Ryszard Opara
  • @Stara Baba 05:15:38
    "Niechęć do Rosji jest odczuciem nie wymyślonym lecz realnym i szacuje się na okres od XV wieku'.
    Tak to głebokie naukowe podejście do tematu .
    A są ludzie którzy żródla współczesnej polskiej rusofobii widzą w :

    -syjonistycznej agenturze wszechobecnej w polskojezycznych żydo-mediach, realizujacej cele swiatowej lichwy podporządkowania sobie Rosji .

    -części katolickiego kleru , tej części raczej niezbyt biegłej we właściwym widzeniu rzeczy , która współczesną Rosję kojarzy z żydobolszewickim i ateizmem lat terrorem lat już dawno minionych.

    -ludziom mało krytycznie ustosunkowanym , bezwolnym, wobec dwu wcześniej wymienionych żródeł rusofobi, nie korzystajacym z alternatywnych żródeł wiedzy.

    I ja do tych widzących "inaczej" należę.

    Nie widziałem wyników uczciwie przeprowadzonej analizy wielkości naszej "rusofobi", ale sądząc po komentarzach na prawdziwie niezależnych portalach internetowych jest ona wbrew intencji zainteresowanych jej podsycaniem niewielka i to z tendencją raczej malejącą.
    I tak trzymać ! Rosja to nasz wielki słowiański sąsiad i innego nie będzie .
  • @Krzysztof J. Wojtas 07:11:46
    Panie Wojtas,

    Co Pan takie bzdury opowiada.

    Wiadomo, że nigdy nie jest popularna osoba, która wprowadza podatki -jakiekolwiek . Zwłaszcza, jeżeli to jest minister z obcej partii.
    O ile wiem Prof Modzelewski, zrobił reformę podatków, wprowadził WAT.

    Jestem zwolennikiem likwidacji podatku dochodowego PIT i CIT oraz wprowadzeniem podatku obrotowego. Ale to wymaga gruntownej reformy finansów państwa. To wymaga stabilizacji i woli politycznej.
    Dzisiaj Nikogo na to nie stać.

    Jestem w ogóle przeciwnikiem jakichkolwiek podatków ale czy Polska, może funkcjonować bez podatków? W obecnej sytuacji - jak można byłoby finansować emerytury, służbę zdrowia.

    Wiem, że to i tak wszystko się rozpada, ale to inny temat - temat morze.

    Uważam, że otwarta, dawniej i obecnie bardzo propagowana rusofobia jest całkowicie sprzeczna z interesami Polskiej Racji Stanu.

    Polska musi dobrze żyć z sąsiadami kraju. Inaczej jest wojna, konflikt.
    Napisałem o tym wyżej. Nie będę powtarzał.

    Jedyną drogą i alternatywą na budowę przyszłości i bezpieczeństwa Polski jest sensowna i partnerska współpraca z Rosją.
    Czy nam Polakom to się podoba czy nie.
    A w takiej sytuacji wszelkie wydarzenia historii (nawet najbardziej dramatyczne) mają takie samo znaczenie jak deszcz i śnieg, który spadł w tamtych czasach.

    Oczywiście, Polski praktycznie już nie ma. Jest kolonia UE Niemiec.

    Jest też być może wytarty plakat/emblemat, które stworzyły polskie elIty polityczne ostatnich 26 lat - "ery transformacji".

    Czarnymi wielkim literami: "POLSKA NA SPRZEDAŻ" -a na tym plakacie
    Czerwonymi wielkimi literami: "SPRZEDANO".
  • @Stara Baba 05:15:38
    zajmij sie tym na czym sie znasz.
  • Polacy nie są rusofobami ! to żydostwo nakręca sie wraz z ukraińcami !
    Żadnej rusofobi nie ma u Polaków !!! rusofobia to wytwór żydo-chazarstawa i ukraińców w Polsce !!!!
    !
    jezeli ktoś sądzi że jest inaczej to czekam na na realne dowody !!!!
    !
    Ireneusz Tadeusz Słowianin lach ! Polska krajem Neutralnym bez żydów
  • @ZBYSZEK49 09:43:44
    " I ja do tych widzących "inaczej" należę."

    Dla tego tez odczucia te oddzieliłem.
    - "Rusofobia podchodzi pod stan psychiczny człowieka "zaślepionego", jednak realna niechęć poparta doświadczeniami jest czymś zupełnie różnym."

    Czym innym jest rusofobia która jest stanem psychicznym i sterowanym z zewnątrz przez siły czerpiące z tej sytuacji zyski a czym innym historyczna niechęć wyrobiona w podświadomości przez piec wieków historii. Tak jak "rusofobia" jest zaślepieniem w większości poprzez manipulacje tak "niechęć bazująca na doświadczeniach" jest nieufnością i ostrożnością w relacjach rosyjsko-polskich.

    Ten kto pieje pieśni o "wspanialej Rosji" jest człowiekiem albo podstawionym albo wręcz głupim. Rosja dla Polski jest sprzymierzeńcem lub partnerem dopóki nie rządzą nią Niemcy lub Żydzi. Gdy to następuje staje się narzędziem naszego cierpienia i zagłady. Nie ulega to jednak faktowi iż w dzisiejszych realiach bez tej właśnie Rosji jesteśmy narażeni na zagładę polskości. Śmiem także twierdzić iż bez Polski Rosja także narażona jest na powolna zagładę jej istnienia. Tak wiec naturalnym jest iż ścisła współpraca partnerska jako dwóch sąsiadów leży po obu stronach państwowych oraz społecznych interesów.
    Dla mnie fakty te są wręcz oczywiste. Nigdy nie będę jednak piał
    w zachwycie nad Rosja znając historie Rzeczpospolitej a później Polski.
  • @ireneusz 10:15:30
    ...really?
  • @Ryszard Opara 10:01:03
    Pan chyba nie zrozumiał mojej uwagi.
    Ne jestem zwolennikiem rusofobii - raczej zdecydowanym przeciwnikiem tej opcji.

    To, że Modzelewski wpisuje się w ten nurt - nie oznacza, że jest zwolennikiem odbudowy Polski. Raczej, że próbuje się "przykleić" do jakiegoś patriotycznego ugrupowania.

    A moralnie - to tylko zwykła sprzedajna gnida.
    Takie jest moje zdanie.
    Natomiast Pańska uwaga budzi moje zdziwienie. Mogę tylko sądzić, że pańskie działania nie przyniosły owoców z racji otaczania się takim elementam jak Modzelewski. Wszak był wśród osób, które Pan forował.
  • @Ryszard Opara 10:01:03
    --------------modzelwski ŻYD - KANALIA -równa kanalii balcerowiczowi ---

    --------------------------- KULA w ŁEB !!!

    Ps. nie mam siły i nie chce mi się ! tracić wieczoru na opisywanie ,pokłosia wprowadzania w Polsce podatku VAT .
    CI CO WIEDZIELI !!!! zamykali , likwidowali firmy / instrukcje / . My nie wiedzieliśmy !! / bez powiązań / . Ludzie strzelali sobie w głowę , wieszali się ! zapijali !! itp.
    KANALIA MODZELEWSKI ŻYD -pod POLSKI SĄD ! gdy przyjdzie czas !.
  • anatomia głupoty
    http://wolna-polska.pl/wp-content/uploads/2015/01/a68.jpg
  • Kolejna manipulacja---->>@chrisdigger 19:05:12
    http://natemat.pl/137873,przeprosiny-dla-prof-witolda-modzelewskiego-za-artykul-sugerujacy-jego-kontakty-z-mafia
    Przeprosiny dla prof. Witolda Modzelewskiego za artykuł sugerujący jego kontakty z mafią
    Redakcja naTemat
    4 miesiące temu
    Bardzo przepraszamy prof. Witolda Modzelewskiego, jak i wszystkich Czytelników, za podanie nieprawdziwych informacji nt. życia i pracy prof. Modzelewskiego, w tym cytowanie doniesień gangstera "Masy" jakoby ww. Profesor miał kontakty z mafią.
  • Rusofobia....
    Wielopłaszczyznowość zakłamania w Polsce – rusofobia

    Posted by Marucha w dniu 2014-10-05 (niedziela)

    Skala kłamstwa i hipokryzji, z jaką w Polsce od pewnego czasu podchodzi się do spraw rosyjskich wykracza nawet poza sformułowanie „rusofobia”, to jak bardzo udowadnia się Polakom, że nienawidzą Rosji i rosyjskości wykracza już poza ramy standardowej ksenofobii.

    Na „froncie” rosyjskim mamy do czynienia z tak niesamowitym splotem wszystkich możliwych do użycia czynników, że dla krytycznych obserwatorów staje się jasne, że w znacznej części się one nawzajem wykluczają lub są tak ekstremalnie przekłamane, że nie można w je po prostu uwierzyć.

    Pomimo niewątpliwego sukcesu wściekłej kampanii rusofobii w Polsce, nie udało się doprowadzić do stanu znienawidzenia ludzi. To znaczy, są Polacy, którzy nienawidzą Rosji, jako państwa i jest to przeważnie wypadkowa ich funkcji strachu i nienawiści. Są Polacy, którzy nienawidzą rosyjskości rozumianej, jako połączenie kultury, polityki i całej siły wyrazu rosyjskiej cywilizacji i jest to najczęściej wypadkowa zaściankowości i braku rozumienia podstawowej złożoności świata.

    Są niestety także Polacy, na szczęście w promilowej mniejszości, którym udało się wmówić, że mają nienawidzić Rosjan, jako ludzi. To niestety najczęściej sprawy skomplikowane, nie rzadko wynikające z osobistych komplikacji historycznych, gdzie suma doznanych krzywd osobistych jest ciągle żywa. Jednakże jest to na tyle rzadkie, że nie liczy się poza przypadkami środowisk grupujących tego typu jednostki.

    Fenomen naszej rusofobii sprowadza się do wywołania atmosfery, w której Rosja i rosyjskość utożsamiane są z czymś złym, a samo obiektywne i pragmatyczne spojrzenie na Rosję, rosyjskość lub Rosjan – jest oceniane negatywnie, jako wyłamanie się z „narodowej racji stanu”, co oczywiście jest jednoznacznie pojmowane ze zdradą.

    O tym, jakie to jest żałosne świadczy fakt, że nie ma granicy pomiędzy rusofilią, obiektywizmem wobec Rosji i zwykłą ciekawością. Nawet powiedzenie wśród wyrażających przeciętną intelektualną znajomych z pracy, że marzy się o wycieczce do Rosji, chciałoby się zobaczyć Petersburg, Moskwę, może Władywostok – jest równoznaczne z prawie przyznaniem się do szpiegostwa.

    Niestety w tym zidoceniu nawet zasłużeni ludzie kultury publicznie twierdzili w mediach, że nie mogą „grać’ dla tej samej publiczności rosyjskiej, z której 81% popiera politykę pana Władimira Putina! Publiczne przyznanie się do regularnych wizyt na stronie Prezydenta Federacji, oglądania rosyjskiej telewizji przez satelitę lub w Internecie, czy też sympatyzowania z rosyjskimi klubami sportowymi (Спартак Москвa, czyli biało-czerwoni!), nie mówiąc już o zamiłowaniu do rosyjskiej kultury – to stygmatyzacja, a na pewno już bycie uznanym za „dziwnego” i „podejrzanego”. Przecież Rosję mamy nienawidzić! Taki jest oficjalny przekaz!

    Co ciekawe, jeżeli przez chwile się z przeciętnymi Polakami porozmawia, próbując wydobyć powody i argumenty, dla których – programują się na Rusofobię, można usłyszeć standardowe zestawienie sformułowań – powstania, Katyń, Smoleńsk, Putin, do tego jeszcze dochodzi rzekoma napaść na Ukrainę i grożenie Polsce. Jeżeli sprowadzi się te argumenty do rzeczywistości prosząc o wskazanie realnych podstaw do nienawiści – ludzie milkną.

    Skala rusofobii pompowanej z mediów w Polsce jest tak wielka, że zakłócenie zgodności obrazu wyrobionego przez te media z obrazem, jaki jest odwzorowaniem rzeczywistości wywołuje milczenie. Ludzie przeważnie nawet sobie nie uświadamiają jak mało wiedzą o Rosji i rosyjskości, albo jak niesamowicie jest ta wiedza zakłamana!

    Jednakże, czy można się temu dziwić, jeżeli praktycznie w ogóle nie mamy w Polsce obiektywnego przekazu z Rosji? Poza taką niezastąpioną krynicą wiedzy jak „Głos Rosji” i autentycznie fenomenalnym skarbem rosyjskojęzycznej wspólnoty w Polsce, jakim jest „Rosyjski Kurier Warszawski” [od dawna nie aktualizowany – admin] – nie ma już prawie nic.

    Żeby oglądać rosyjską telewizję globalną trzeba znać angielski, a jak się już angielski w Polsce zna, to się ogląda inne zachodnie stacje. Nie ma kanałów dotarcia z obiektywnym przekazem informacji z Rosji i o Rosji do Polski i dla Polaków. Wygląda to mniej więcej tak, jakby Rosja odpuściła Polskę, spisując nas na straty, jednakże czy można się temu dziwić w kontekście skali skutków wmawianej Polakom od lat rusofobii?

    Krakauer
    http://obserwatorpolityczny.pl
  • @Czytelnicy
    Zycie przywolanego artykulu-recenzji, Jana Engelgarda - na witrynie, NE24 dobiega konca. Zanim tekst zniknie w niebycie, chcialbym podzielic sie moimi refleksjami na temat wywolanej reakcji Czytelnikow - w wiekszosci, znanych tutaj blogierow i komentatorow.
    Przede wszystkim pragne im podziekowac -w kolejnosci chronologicznej ich wpisow - za obecnosc i aktywny udzial, w debacie wyzwolonej przez artykul. Byli to: Stara Baba (3X), Krzysztof J. Wojtas (3X), ZBYSZEK49 (2X), Ryszard Opara (2X),ireneusz, ele, alek.san (2X), (2X),ninanonimowa i kserkses (grafika).
    Zwrocilem rowniez uwage na obecnosc komentatora o nicku chrisdigger, ktory tym razem zechcial sie nagiac do konwencji cywilizowanego dyskursu, wsrod ludzi powaznych.


    http://x3.cdn03.imgwykop.pl/c3201142/comment_P7FmbTSg16J94TV3z9nC8L4SDnHqiy4v.jpg

    Debata, a raczej sposob jej potraktowania przez uczestnikow, dostarczyla mi sporo obserwacji, z ktorych czescia, pragne sie z Panstwem podzielic.
    I tak:
    Na 18 komentarzy zamieszczonych przez 9 osob, zaden wpis nie odniosl, sie bezposrednio do oceny tekstu recenzji.
    Jedynie Stara Baba, Ryszard Opara, Zbyszek 49, ele i kerkses zechcieli podjac temat rusofobii, jako taki.

    Dla Krzysztofa J. Wojtasa, niepopularnosc polityki podatkowej ( w okresie wiceministrowania,) prof. Witolda Modzelewskiego, to wystarczajacy powod zeby go "odsadzic od czci i wiary", jako autora publikacji z upelnie innej dziedziny, insynuujac mu grzechy niepopelnione, jak w starym dowcipie o goralu, u ktorego znaleziono aparure do pedzenia bimbru a ktory to goral, broniac swej problematycznej niewinnosci, konkluduje nieoczekiwanie:"to sadzta mnie i za gwalt, bo tez mam aparature". Wypisz - wymaluj, Wojtasowa logika.
    W dodatku imputujac W.Modzelewskiemu (ktory mnie ani ziebi, ani grzeje), oportunistyczne, z potrzeby chwili, zrodzone zainteresowanie
    problematyka rosyjska, sprowokowal mnie p.Wojtas, do fatygi przedeptania zapatrywan p. Modzelewskiego i nie znalazlem potwierdzenia dla zarzucanego, koniukturalnego zainteresowania, wzmiankowana problematyka. Odwrotnie, znalazlem potwierdzenie dla uprzedniosci tych zainteresowan.
    Oto jeden ze stosownych cytatow, wykopanych -dla potwierdzenia opinii:

    ""Nigdy "nie pękać" i wykonywać swe obowiązki
    So, 1997-01-18 15:39 by VaGla
    kontr-wywiad
    "Co Pan najchętniej robi podczas tych nielicznych chwil, gdy nie zajmuje się Pan pracą zawodową?
    (---).Ponadto interesuję się historią, zwłaszcza historią Rosji. Uważam, że wiedza społeczeństwa polskiego na temat Rosji jest bardzo zła. Zastępujemy ją stereotypami, "mitologią", a najczęściej autentyczną fałszywą świadomością. Tymczasem historia pozwala obalić większość mitów, żyjących w naszej świadomości. (---)"
    Dziękujemy za rozmowę
    Anna Kokocińska
    Piotr Bałasz""
    Jedynie Panowie:Stara Baba, Ryszard Opara, Zbyszek 49, - zechcieli (zwlaszcza p. Opara) powazniej potraktowac zagadnie.

    Zawiodl moje oczekiwania p. alek.san (ktorego opinie sobie cenie), gdy po kilku slowach, wykrecil pirueta i zwiodl uwage czytelnika, w oddalonym i niezwiazanym z omawianym zagadnieniem, kierunku.
    "To, co pan mówi, daleko wykracza poza granice mojej ubogiej pojętności, nie wykluczam przeto, iż ma pan rację, zrozumieć tego jednak nie potrafię".
    Zupelnym nieporozumieniem wydal mi sie natomiast wpis pani ninanonimowa.

    Na zakonczenie moich uwag, w nadziei zainteresowania Panstwa, chcialbym przytoczyc informacje, jaka przypadkowo znalazlem w trakcie moich perygrynacji sieciowych, na temat statusu prawnego Zaboru Rosyjskiego, rozniacego go od dwu pozostalych.
    Ciekaw jestem Panstwa reakcji:
    "@BLACKLEY:1.02 11:19 - Откройте глаза!
    Jest pan w błędzie, wykazując się przy tym nieznajomością historii własnego kraju.
    Rosja nie była (w odróżnieniu od Prus i Austrii, a także Francji) zaborcą Polski, lecz jej następcą prawnym. Wynika to z aktu abdykacji króla Stanisława Augusta Poniatowskigo, abdykacji dokonanj na rzecz Rosji. Cesarz rosyjski (i król Polski) Aleksander był natomiast wskrzesicielem Królestwa Polskiego, dokonango na Kongresie Wiedeńskim.
    Nie była też Rosja żadnym "prześladowcą" Polski ani Polaków, dość powiedzieć, że w odróżnieniu od prawdziwych zaborców na wielką skalę kooptowała Polaków do swych elit (proszę porównać ilość np. ilość generałów II RP, wywodzących się z armii carskiej i niemieckiej), często nawet dzieci zesłańców albo i ich samych (uczeni: Czerski, Dybowski, Czekanowski, Godlewski itd...). Co do "Kraju" - w Imperium Rosyjskim ziemie polskie były terenami o najwyższym stopniu rozwoju i uprzemysłowienia, tu była Łódź ("polski Manchester"), Żyrardów, Białystok, w przypadku Niemiec (Prus) i Austrii były to peryferyjne obszary, przeważnie (w Niemczech) lub całkowicie pozbawione większego przemysłu, rozwinięte poniżęj średniej krajowej. W wypadku Galicji "galicyjska nędza" była wręcz przysłowiowa. A miasta? Warszawa przed I wojną światową liczyła ponad 700 000 mieszkańców i była trzecim co do wielkości i znaczenia ośrodkiem Imperium (po Sankt Petrsburgu i Moskwie). Lwów miał wówczas ok. 200 000, Kraków połowę tego, Poznań ledwo 150 000 (w tym 50 % Niemców). Były to, niestety, prowincjonalne, trzeciorzędne miasta germańskich zaborców. No, może Lwów aspirował do rangi miasta drugorzędnego, rangi Brna czy Koloszvaru (ale już nie Pragi czy Grazu, ni wspominając o Widniu czy Peszcie). Откройте глаза!
    WESOŁY TROLL WANIA15.02 02:19"

    Pozdrawiam wszystkich Panstwa
  • @1abezmetki 06:55:54
    Odniosę się tylko do niżej wymienionego "poglądu".
    -"Rosja nie była (w odróżnieniu od Prus i Austrii, a także Francji) zaborcą Polski, lecz jej następcą prawnym. Wynika to z aktu abdykacji króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, abdykacji dokonanej na rzecz Rosji."

    Kompletna bzdura. Należy przypomnieć ze w Rzeczypospolitej
    nie dziedziczyło się tronu a państwo nie było króla własnością.
    Król w RON był wybierany na właśnie to stanowisko co całkowicie zmienia zasady i pogląd na jego władzę. Poniatowski aktem tym dokonał zdrady państwa a nie aktu prawnego. To są zwykle manipulacje Rosjan takie jak ostatnio Żyrinowskiego gdy w TV przyznał iż Kijów Rosja kupiła od króla polskiego za duże pieniądze. Wymachując dokumentem nie powiedział jednak całej prawdy. Nie kupiła a "wypożyczyła" na o ile pamiętam 49 lat po czym miało wrócić w granice KP. Tak się jednak nie stało gdyż polski król prowadził działania wojenne po drugiej stronie kraju co wykorzystała strona przeciwna i uniemożliwiło odebranie Kijowa.
  • @alek.san 14:27:16
    Zamiar, narzucenia mi konwencji, wymiany insynuacji, zamiast argumentow - dyskwalifikuje. Bez przykrosci, pozostawiam z ostatnim zdaniem.
  • @Stara Baba 13:41:19
    Co do Stanislawa Augusta abdykujacego na rzecz Rosji,wyrazony poglad - podzielam. Sadze, rowniez, ze bylo to naduzycie. Ale trzeba widziec jego osobe i role w kontekscie moralnej i finansowej zapasci owczesnej Polski. Sam akt ostatecznego upodlenia- abdykacji, byl konsekwencja i dopelnieniem wspomnianej zapasci. Stanislaw August, byl zarowno sprawca, jak i ofiara. Skojarzenia z dzisiejsza sytuacja - nie do odparcia. Przygnebiajace.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031