Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
41 postów 1687 komentarzy

mikstury bezmetki

1abezmetki - Wybrane, trudniej dostępne teksty, własne tłumaczenia i "widzimisie". Wyrażam i popieram tradycyjne poglądy lewicowe. Nie po drodze mi zarówno z liberałami jak i z "nową lewicą" ("gender", wojującym feminizmem i propagandą dewiacji),

Polak-katolik a powszechne przeznaczenie dóbr

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Przeczytałem i polecam poniższy artykuł Piotra Wójcika opublikowany na stronie "Nowego Obywatela"

Polska to w wielu obszarach kraj paradoksów. Jednym z nich jest deklaratywne przywiązanie dużej części Polaków do katolickich wartości, połączone z życiem zupełnie oderwanym od tychże wartości --
i w większości przypadków chodzi o tę samą grupę Polaków. Polacy-katolicy na przykład notorycznie stosują bluźniercze sformułowanie „święte prawo własności” oraz fetyszyzują własność prywatną, choć Kościół katolicki stworzył unikalną i bez mała rewolucyjną zasadę powszechnego przeznaczenia dóbr, która podporządkowuje własność użytkowaniu, a pretensje do niej może rościć sobie każdy, choć oczywiście w określonych przypadkach i z zachowaniem pierwszeństwa właściciela. Polacy-katolicy z ogromnym lekceważeniem podchodzą także do przyrody, choć to właśnie ją stworzył Bóg, natomiast nierzadko wręcz wielbią stworzone przez człowieka wytwory materialne. Ogrzewają więc swoje wypasione chałupy paląc najpewniej oponami (bo chyba tylko one mogą dać taki czarny dym), trując swoje siostry i braci. A na drugi dzień idą grzecznie na Mszę i stoją w ładnym rządku do Komunii, nie zwracając uwagi na fakt, że dzień wcześniej tak nagrzeszyli, że dla pokuty przez trzy miesiące powinni codziennie klepać różańce. Ewidentnie prawdziwą „dobrą zmianą” w Polsce byłoby odkurzenie stworzonej przez jednego z największych mózgów w historii Kościoła zasady powszechnego przeznaczenia dóbr. Pytanie tylko, czy św. Tomasz z Akwinu jest jeszcze dla współczesnego Polaka-katolika jakimkolwiek autorytetem.

To właściwie nic dziwnego, że w czasach wszechobecnego kultu własności środowisko naturalne traktowane jest w najlepszym wypadku podejrzliwie i z dystansem. W końcu nie da się go całego ogrodzić, postawić tabliczki „moje” i wpuszczać łaskawie tylko znajomych, i to też tylko wtedy, gdy najdzie nas na to ochota. Nie da się go całego zakupić, otoczyć płotem i postraszyć intruzów złym psem. Można tak najwyżej postąpić z drobnym i najbardziej dostępnym kawałeczkiem, ale przyroda i tak ma te wszystkie zabiegi za nic i przy najbliższej okazji spuści na teren delikwenta hektolitry wody z przemykającej obok chmury, zupełnie o to rzekomego właściciela nie pytając. Wiatr hula po naszych włościach nawet wtedy, gdy sobie tego nie życzymy, ptaki bezczelnie wlatują, siadają na ławkach i zostawiają na nich jakieś białe placki, a gdy przychodzi grudzień nawet stojący w garażu nowiutki SUV miewa problem z wyjazdem na naszą własną, starannie wcześniej utwardzoną drogę. W normalnych sytuacjach, gdy ktoś kpi sobie z mojego „świętego prawa własności”, mogę zawsze na niego nakrzyczeć, dać w twarz, ewentualnie zadzwonić po odpowiednie służby. Na przyrodę tymczasem mogę się wydzierać ile wlezie, a ona i tak nic sobie z tego nie robi.

Gdy kupię 10-calowy tablet z modemem 4G, to wiem, że jest mój, mam paragon, mogę się nim pochwalić przed znajomym, a nawet przed nieznajomym siedzącym na fotelu obok w niepolskim busie. Tymczasem gdy kąpię się w rzece, to nie do końca wiem, czyja ona jest. Niby z niej korzystam do woli, przyjemnie mnie schładza, ale obok kąpią się dziesiątki innych, jakieś rozwydrzone bachory drą się wniebogłosy i nie dają spokojnie człowiekowi poczytać książki na materacu, a jakby tego było mało, właśnie nadepnął mnie jakiś grubas i ledwo burknął „sorry”. To jak to jest w końcu z tą rzeką? Jest moja czy ich? A jeśli jest nas wszystkich, to która konkretnie część jest moja? Proszę mi sprawiedliwie wydzielić mój kawałeczek, może być nawet maluteńki, tylko żeby mi nikt na niego nie właził, a grubas niech sobie depcze innych na swojej części.

Na tym właśnie polega w naszym kraju główny problem nie tylko z naturą, ale i z całą własnością wspólną. Nie da się precyzyjnie ustalić, do kogo ona należy, a w czasach kultu własności prywatnej i jej fetyszyzacji jest to ogromna wada. Po zgrzebnych latach PRL rzuciliśmy się budować naszą prywatną własność, podobno zawsze dużo lepszą i bardziej efektywną od własności wspólnej, której przecież sama nazwa wskazuje, że jest niczyja. Odwróciliśmy się więc plecami od naszych klatek schodowych, parków czy podwórek, na rzecz nieustannego upiększania własnego mieszkania czy domu. Nieistotne stało się, że do pracy jedziemy drogą wyboistą niczym powierzchnia księżyca – ważne, że w domu mamy telewizor wielki jak pół Orlika. Ten sam los spotkał naturę – nie moja, a więc niczyja, a skoro niczyja, to nic nie szkodzi wyrzucić niedogaszonego papierosa do lasu, okazjonalnie wysikać się do jeziora czy zostawić butelki po piwie na łące, na której przed chwilą się imprezowało. Najpierw nachapać się do syta, a dopiero potem oddać następnemu w kolejce, gdy sami już i tak nie możemy – to nasza standardowa strategia korzystania z każdej formy własności. I nieważne, czy chodzi o mienie komunalne, czy o zasoby naturalne – byłem pierwszy, jestem panem. Gdzie mi się tu wpychasz, babo – zapłaciłem za bilet, to siedzę. Trzeba było wejść dwa przystanki wcześniej, to ty byś siedziała.

Katolicka zasada powszechnego przeznaczenia dóbr jest traktowana przez przeciętnego Polaka-katolika co najwyżej pobłażliwie, jako jeden z tych licznych nieszkodliwych kościelnych przeżytków, których i tak już nikt nie przestrzega i nikt nie zwraca na nie uwagi. W czasach absolutyzacji własności, wręcz jej sakralizacji („święte prawo własności”), twierdzenie, że własność obciążona jest hipoteką społeczną, aby dobra mogły służyć ogólnemu przeznaczeniu, musi się jawić jako bajanie jakiegoś niepoprawnego idealisty, w gruncie rzeczy niebezpiecznego, bo jeszcze zechce dokwaterować uchodźcę z Syrii do mojego M-3. Współczesny porządek ekonomiczny jest oparty na podziale na to, co moje i co nie moje, a poszczególne dobra może i były kiedyś powszechnie przeznaczone, ale tylko do momentu, gdy je nabyłem. To znaczy, de facto każdy mógł wejść w ich posiadanie, ale po transakcji to już jest inna historia. We współczesnej logice zasada powszechnego przeznaczenia dóbr jest więc podporządkowana własności prywatnej – obowiązuje, dopóki czegoś nie posiądzie konkretna osoba. Gdy ten kawałek pola jest już Marka czy Ilony, wtedy pieczę nad nim sprawują zasady prawa cywilnego, a nie boskiego. Tymczasem doktryna katolicka odwraca tę logikę: to własność prywatna podporządkowana jest powszechnemu przeznaczeniu dóbr, które powinno być uniwersalnym prawem ich użytkowania, a także pierwszą zasadą całego porządku społecznego.

Fetyszyzacja własności prywatnej powoduje, że z zupełnym lekceważeniem odnosimy się do własności wspólnej. To właśnie z tego powodu obojętnie patrzymy, jak niszczeje nasza własność publiczna oraz jak natura bywa przez nas bezlitośnie wykorzystywana. Za obie nie czujemy odpowiedzialności, ponieważ nie stoją u nas na biurku i nie zapłaciliśmy za nie naszą kartą bankową. Tymczasem własność prywatna powinna być tylko instrumentem ułatwiającym korzystanie z dóbr. Instrumentem, który da pewność, że gdy rano będę chciał jechać do pracy, to mój samochód będzie stał na parkingu i grzecznie czekał – nie oznacza to jednak wcale, że mogę z nim robić, co mi się żywnie podoba.

Przypomnienie sobie, że wszelkie dobra w boskim zamierzeniu mają co do zasady służyć wszystkim, może zmienić nasz stosunek do świata – zarówno do tego, co mam w torbie podróżnej, jak i tego, co mijam jadąc pociągiem. Postawienie zasady powszechnego przeznaczenia dóbr nad własnością prywatną wszystkim nam wyjdzie na zdrowie. Zaczniemy korzystać bardziej odpowiedzialnie z mienia własnego oraz publicznego, a także dostrzeżemy, że środowisko naturalne to dobro nie tylko moje, nawet nie tylko moich żyjących współcześnie sióstr i braci, ale wszystkich przeszłych i przyszłych pokoleń. Nasze place wypięknieją, a parki będą czystsze. Nasze usługi publiczne zaczną lepiej działać, a podatnicy będą bardziej sumiennie płacić na ich utrzymanie, zdając sobie sprawę, że czynią to we wspólnym interesie. No i przede wszystkim Polak-katolik będzie lepszym wiernym. Pytanie tylko, czy bycie lepszym wiernym jest jeszcze dla współczesnego Polaka-katolika jakąkolwiek wartością.

Piotr Wójcik

________________________________________________________________

(ur. 1984) – stały współpracownik „Nowego Obywatela”. Redaktor portalu Jagielloński24.pl, członek Klubu Jagiellońskiego i zespołu redakcyjnego „Pressji”. Katolik i komunitarysta.

http://nowyobywatel.pl/2016/03/14/polak-katolik-a-powszechne-przeznaczenie-dobr/
14-03-2016

KOMENTARZE

  • @
    Katolicka zasada powszechnego przeznaczenia dóbr?
    A cóż to takiego?
    Komu jest znana?
    Na jakiej podstawie została wywiedziona? Encykliki? Adhortacje? Listy? Dekrety?

    I najważniejsze, czy KK serio jej nauczał i naucza? Czy egzekwuje w jakiejkolwiek formie jej stosowanie?

    Czysta teoria!

    Autor cytowanego tekstu przejechał się po naszym(polskim) społeczeństwie.
    Tymczasem należało przyjrzeć się nauczaniu i przykładowi hierarchów tego katolickiego społeczeństwa.

    No właśnie! Prosty przykład.
    Odzyskiwanie dóbr kościelnych przy pomocy tzw komisji majątkowej.
    Ogrom nadużyć. Odbieranie nieruchomości użyteczności publicznych, jak szkoły, domy dziecka, po to żeby zaspokoić partykularne interesy KK.

    Czy nie kłóci się to z katolicką zasadą powszechnego przeznaczenia dóbr?

    Przykłady można mnożyć.

    Dlatego "prosty lud" tego nie kupuje:)))


    W sumie, ciekawy i ważny temat.
    5*
  • Autor
    nie pisze - a powinien - wspomnieć o dobru wspólnym, jakim jest państwo.

    Dobrem wspólnym jest na przykład również opinia o Polakach i dlatego rodaków zachowujących się niestosownie za granicą należy przywoływać do porządku.
  • @PiotrZW 08:04:07
    "nie pisze - a powinien - wspomnieć o dobru wspólnym, jakim jest państwo."

    - Jaką postawę przyjąć, jeśli państwo - tu i teraz - nie spełnia wymogu dobra wspólnego?
    Innymi słowy, nie respektuje wymogów dwustronnego kontraktu: obywatel-państwo

    "Dobrem wspólnym jest na przykład również opinia o Polakach i dlatego rodaków zachowujących się niestosownie za granicą należy przywoływać do porządku."

    - Czyja opinia i na ile obiektywna (miarodajna), przez kogo weryfikowana i co to znaczy przywoływać do porządku?
    Propozycja terroryzmu państwowego?
    To już ćwiczono z mizernymi rezultatami w przeszłości.
  • Autor
    Wszystko o czym pisze autor cytowanego tekstu, nie wynika jedynie z ludzkiej głupoty. Zwłaszcza w Polsce znamienity wpływ na opisywany stan rzeczy mają lata okupacji sowieckiej. Może nie wszyscy pamiętają, ale regułą było to, że za komuny wszyscy srali na państwowe, a zwykła kradzież np. żwiru z placu budowy, czy narzędzi z fabryki, była zjawiskiem codziennym i wręcz nobilitującym złodzieja, bardzo często katolika, niestety. Jednak gdy ktoś oszabrował nam pomidory na działce, to zawiązywała się społeczność działkowiczów, której celem było pojmanie złodzieja i jego zlinczowanie i nikt nie zwracał uwagi na to, że paliki do pomidorów i deski na altankę pochodzą z kradzieży.
    Problem polega na tym, że te cechy zostały odziedziczone przez następne pokolenie Polaków i większość z nich tkwi mentalnie w dobie komunizmu panującego niegdyś w Polsce.
    Dla tych ludzi wszystko co ma związek z przeszłością, nosi znamiona komuny i np. nazywanie siebie "katolikiem", ma danego delikwenta postawić w szeregu bojowników o wolność i demokrację pod sztandarem nic dzisiaj nieznaczącego hasła, będącego jedynie wytartym sloganem - "Bóg Honor Ojczyzna".
    Żeby było ciekawiej, to środowiska stricte bałwochwalcze, bo takimi są wierzenia żydów, skupiają wokół siebie tzw. "patriotów", czyli kompletnych idiotów niemających zielonego pojęcia o okalającej ich rzeczywistości, a takich oszołomów jak były prezydent L. Kaczyński, który ustanowił zwyczaj bałwochwalczych obrzędów w Pałacu Prezydenckim i mowa tu oczywiście o paleniu chanukowych ogni, te niecne praktyki wynoszą do rangi bohatera narodowego.
    Powszechnie jest wiadomo, że Gruzja rozpętała wojnę w Osetii, zabijając rosyjskich żołnierzy tam stacjonujących na mocy trójstronnego porozumienia Osetia - Gruzja - Rosja. Gruzini bez żadnych skrupułów walili artylerią do mieszkańców osetyjskich wiosek i kiedy taki ktoś jak Putin w sposób spektakularny wybił gruzińskim idiotom wojenkę z głowy, to nasz prezydent, o którym wspomniałem, jedzie do Gruzji i wlecze ze sobą jeszcze kilku innych imbecyli, po to, aby oficjalnie wesprzeć gruzińską agresję, która przez wszystkich na całym świecie została potępiona, a atak Gruzinów na Osetię uznano za pogwałcenie prawa.
    O qrwa, co się wówczas działo wśród katolików. Zrazu okrzyknięto, zimnego już Lecha, bohaterem dwóch narodów i nikt nawet nie wspomniał, że swoją obecnością na wiecu w Tbilisi poparł on gruziński terroryzm.
    Dlaczego się tak dzieje?
    Otóż mentalność Polaczków zatrzymała się w dobie komunizmu i dla nich, dla tych patriotów i katolików, Putin jest uosobieniem komuny, a wszystko co pobożny i błogosławiony przez gender świat zrobi przeciwko Putinowi, spotyka się z wyciem z zachwytu wśród bogoojczyźnianej gawiedzi.
    Dzisiejszym, znakomitym przykładem na idiotyzm owych "katolików" i patriotów, jest przypadek ukraińskiej terrorystki, na której ciąży morderstwo na dwóch rosyjskich dziennikarzach i śmierć wielu cywilnych osób, na które Sawczenko naprowadzała ogień artyleryjski.
    Jeszcze się proces tej terrorystki nie skończył, a katolicka Polandia nadała jej nagrodę i to nagrodę "Orła".
    Jakimże trzeba być kretynem, aby honorować bandytów, no ale przecież w tle ponownie widzimy Putina, więc każde działanie, nawet to zupełnie irracjonalne, pozostaje usprawiedliwionym.
    A taki "katolicki" patriota, to się wyspowiadał choć z tego grzechu w Wielkim Tygodniu?
    Po co. Wg niego Bóg popiera takie działanie, a jak nie popiera, to popiera jego indywidualny stosunek do Boga i niech ten Bóg się cieszy, że ów "katolik" raczy mienić siebie katolikiem.

    Wszyscy jak jeden mąż będą krasić jajka, posyłać dzieci z koszyczkami do kościoła i kupować zajączki w Tesco.
    Nie wszystkich zobaczymy jednak na Rezurekcji, ale niech kto tylko spróbuje powiedzieć, że oni nie są katolikami, to gotowi są Ciebie zabić, a w rzeczywistości?
    Spójrzmy choćby na portal na którym sobie tu popisujemy.
    Jutro Dzień Zmartwychwstania Jezusa Chrystusa - największe święto w Kościele Katolickim, a czym się karmi "katolicka" społeczność na portalu?
    Przytoczę tylko dwie pozycje:

    a) "WIELKANOCNE OSZUSTWO PAPIESKIE!­"

    b) "JAHWIZM I KURIWINIZM SĄ W OPOZYCJI DO PRAWDY."

    "Katolikom" to nie przeszkadza. Tolerują oni bliźniego i przebaczają mu, tak samo jak przebaczyli terrorystce Sawczenko.

    Pozdrawiam i miłych Świąt Wielkanocnych życzę!
  • @Jinks 08:53:56
    Dzięki za obszerny i interesujący wpis. Odniosę się do poniższego fragmentu:

    " Może nie wszyscy pamiętają, ale regułą było to, że za komuny wszyscy srali na państwowe, a zwykła kradzież np. żwiru z placu budowy, czy narzędzi z fabryki, była zjawiskiem codziennym i wręcz nobilitującym złodzieja, bardzo często katolika, niestety. Jednak gdy ktoś oszabrował nam pomidory na działce, to zawiązywała się społeczność działkowiczów, której celem było pojmanie złodzieja i jego zlinczowanie i nikt nie zwracał uwagi na to, że paliki do pomidorów i deski na altankę pochodzą z kradzieży.
    Problem polega na tym, że te cechy zostały odziedziczone przez następne pokolenie Polaków i większość z nich tkwi mentalnie w dobie komunizmu panującego niegdyś w Polsce.
    Dla tych ludzi wszystko co ma związek z przeszłością, nosi znamiona komuny i np. nazywanie siebie "katolikiem", ma danego delikwenta postawić w szeregu bojowników o wolność i demokrację pod sztandarem nic dzisiaj nieznaczącego hasła, będącego jedynie wytartym sloganem - "Bóg Honor Ojczyzna"."

    - Ja akurat pamiętam. W pewnym epizodzie życiowym, kiedy wyprzągłem z systemu, nieformalnym warunkiem akceptacji przez brygadę robotniczą, był współudział w mizernych, w gruncie rzeczy, grupowych kradzieżach, wspomagających jednak budżet rodzinny lub po prostu na gorzałę. Takie zachowania wynikały z utrwalonej przez pokolenia anty-etyki wobec narzuconego systemu; ćwiczonego podczas zaborów,okupacji i schizoidalnego PRLu. Takie postawy można by wpisać w zachowania obronne wobec okupanta, kiedy naczelną cnotą, była lojalność tylko wobec najbliższych. "Ważne to, co dobre dla mojej rodziny,resztę pierdolę". Rzeczywiście prywatne było wtedy święte ale tylko do pewnej akceptowalnej społecznie granicy.
    Ale jak ktoś był zbyt bogaty, to te ograniczenia zawieszano, nie było społecznej aprobaty dla wyzywającego bogactwa.

    Pozdrawiam.
  • @reflexión 07:56:16
    Dziękuję i pozdrawiam.
  • @1abezmetki 10:10:09
    "Takie postawy można by wpisać w zachowania obronne wobec okupanta, kiedy naczelną cnotą, była lojalność tylko wobec najbliższych. "Ważne to, co dobre dla mojej rodziny,resztę pierdolę". "

    Ma Pan w stu procentach rację, ale sprawa jest nieco bardziej skomplikowana.
    Zabory i okupację zafundowali sobie sami Polacy, a to poprzez Targowiczan, czy przez idiotyczną politykę zagraniczną i wewnętrzna, no ale zabory i okupacje były i jeżeli powyższy cytat tłumaczy w jakimś stopniu wiadome zjawisko, to pomimo wszystko pozostaje kwestia etyki, etyki katolickiej.
    Jeżeli Dekalog i Katechizm są zbiorem reguł dla katolika, to czy te reguły uznają wyjątki, a jeśli tak, to gdzie one są zapisane?

    W sumie w swoim poprzednim komentarzu chciałem wskazać na to, że mieniący się katolikami dostosowują pod siebie reguły i korzystają z prawa wyznawania wiary na swój własny sposób, które to prawo ustalili sobie sami.
    Wzmianką o chanukowych obrzędach chciałem zaznaczyć, że już pierwsze z dekalogowych przykazań zostaje pogwałcone, ale katolicy to tolerują, akceptują, a winnych takich pogańskich dla katolika obrządków, wynoszą niemalże na ołtarze (vide L. Kaczyński), czyli ponownie mamy do czynienia z praktykami, które z katolicyzmem nie maja nic wspólnego.
    Reasumując, to nie każdy kto mieni się katolikiem, jest tym katolikiem w istocie.

    Pozdrawiam raz jeszcze!

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031